5 cze 2015

Posted by MajorMistakes Posted on 14:52 | 6 comments

Jedzenie

Dwa lata temu było takie wyzwanie- ktoś pamięta? Udało mi się dobrnąć do jego połowy, zobaczymy co padnie najpierw- rząd, moje próby walki z wyzwaniem, czy blog ;)






Korzystając z czasu antenowego- ktoś chętny na stojaki


25 maj 2015

Posted by MajorMistakes Posted on 19:37 | 8 comments

Cztery kąty a pies w piątym


First things firts: pozbywam się mang i książek, jak również lalek/lelkowych drobiazgów za (mam nadzieję) niewielkie pieniądze. Zapraszam do negocjacji, chętnie się pozbędę debrisu. Kolejne doładowanie będzie na tak zwanych dniach, bo od lalek trochę tłoczno w mojej szafie. Trzeba przetrzebić stado.

No, więc żeby tego dokonać, trafiłam na stronę mall.pl i dokonałam interesujących zakupów.
Kilka dni temu przyszła do mnie ogromna paczka, która zawierała trzy Super Models od Simby (na ciałka, bo jednak mimo zachęt nie potrafię się do nich przekonać) oraz lalkę zabawkę Vip Pets (można w tej chwili obejrzeć w Lidlu, aczkolwiek cena zupełnie nie zachęcająca).
Psinek w sklepie było na przecenie sporo, na takiej zupełnej przecenie, za 20 złotych- trzy. Zdecydowałam się na Cynthię, fascynatkę antycznej kultury (stąd to imię) i właścicielkę pięknego warkocza. Lalka przyszła w uroczym pudełku, które może przy odrobinie starania posłużyć jako tło do zdjęć małych lalek, do zestawu dołączona była szczotka, para kolczyków oraz srebrzysty wieniec laurowy (bardzo ładny) na rozciągliwej gumce (do wymiany).


A skoro już zrezygnowałam z pierwotnej wizji, postanowiłam nadać jej więcej życia- bo oryginalne ciałko nie dawało się jej wyszaleć.
Ciałko od SM Jul nadawało się wręcz idealnie a kolor pasował nadspodziewanie dobrze. Duży łepek utrudnia pozowanie, ale przy odrobinie cierpliwości da się zrobić wszystko.

 Ma słodki, sympatyczny pyszczek i całkiem przyzwoity makijaż. Jedyne, co mnie denerwuje, to niepotrzebne IMHO rysuneczki. Pewno miały budować charakter postaci- ale moim zdaniem odejmują trochę uroku psinie. Trochę boję się majstrować przy oczach zmywaczem po pazurów, ale może kiedyś się odważę.


 Włosy są gęste, asymetryczny warkocz- absolutnie piękny, niestety boczne kosmyki miały w sobie tyle utrwalacza, że musiałam zniszczyć fabryczną fryzurę i włożyć psinę pod kran.





 



 Psica, czy może bardziej koto-wiewiórka?

Taki trochę chaotyczny ten post, ale jestem tradycyjnie między egzaminami, a chciałam dać znać, że żyję. I pochwalić się Cynthią, bo strasznie się z niej cieszę- prawie tak, jak w mojej bjd, która chyba ostatecznie nie dotrze. Tylko tak strasznie ciężko kłócić się po angielsku ze sprzedawcą, który zna ten język jeszcze mniej niż ja :(

21 maj 2015

Posted by MajorMistakes Posted on 20:05 | 1 comment

ŻÓŁTE


 Chcę, żeby była już niedziela. Chcę się zwinąć w kłębek, i żeby od kolejnego egzaminu było ho ho (a będą tylko 3 dni). Chcę generalnie uciec gdzieś, może być miejsce obok żółtej słonio-świnki.


25 kwi 2015

Posted by MajorMistakes Posted on 15:12 | 13 comments

On the Sunny Side of the Street


Jakoś tak pod wpływem Michałowego Flickra, kwietniowej pogody i ogólnej nostalgii, wciągnęło mnie w klimaty retro. Kojarzy ktoś może książkę Miry Jaworczakowej "Po słonecznej stronie"? Nie? No, to zamiast wyjaśnienie krótki fragment:

Grali piosenkę Elli Fitzgerald i od razu wszyscy zamilkli. Krysia patrzyła na
swoje dłonie leżące bezwładnie na kolanach, Hanka stała pochylona lekko do
przodu: znieruchomiała jakby w trwodze, że jakimś drobnym gestem mogłaby
zniszczyć ten magiczny krąg, który głos śpiewaczki zdawał się wokół niej
zakreślać.

Bardzo podoba mi się jak pisarka kilkoma zdaniami opisała stan zauroczenia jakąś piosenką- stan, w który po przekroczeniu 16 lat wpadam jakoś rzadziej. Gdzie te czasy, kiedy z braku internetu przesłuchiwałam jedną piosenkę (Pies Descalzos, Suenos Blancos dokładniej) przez cztery godziny z podręcznym słowniczkiem hiszpańskiego- żeby tylko zrozumieć o co chodzi? A potem ja tej piosenki dalej słuchałam, chociaż powinnam pienić się od pierwszych dźwięków wstępu.
  Zresztą IMHO cała książka dobrze ilustruje psychikę nastolatków- może język i realia śmieszą,
ale obrażenie się na przyjaciółkę, bo wybrał ją TEN jedyny? Realne. Zmienność humorów godna kameleona? Jak najbardziej. Rozpacz z powodu braku wymarzonego ciucha/gadżetu?
  Jest też naprawdę subtelnie opisana chwiejność nastoletniego okresu, w którym od eleganckich, "dorosłych" pantofli zależy czy wieczór się uda, a tak naprawdę do nikt nas nie rozumie, zupełnie nikt.
     I te opisy ubrań- pochłaniałam je z przyjemnością:

Spódnica wisi na wystawie w Cepelii — jest w zieloną i niebieską kratę
z odrobiną czerni. Oczu od niej niemożna oderwać. Ledwie Hanka na nią spojrzała, już zobaczyła siebie w pełnym stroju: kraciasta spódnica, czarny sweter wycięty w szpic, zielone (albo może niebieskie — co do tego nie była jeszcze zdecydowana) korale, czarne pantofelki na małym obcasie. Wprawdzie nie miała żadnego z tych dodatków, ale od czegoś przecież trzeba zacząć. 

Ktoś jeszcze czytał tę książkę? :)
W sesji wzięła udział Lea Hoops and Loops (jej wygryziona grzywka pokonała moje mizerne fryzjerskie umiejętności) na ciałku Nii Pop Diva. Oraz własnej produkcji twór (o którym na końcu postu więcej).








Usiłowałam zrobić to: 


Ale pianka była oporna, i igła adapteru wyszła dość pokracznie. Oh, well. Mój pierwszy autorski projekt DIY, jestem dumna :D Jako młodsza siostra stwierdzam, że prototypy są zazwyczaj obarczone wadami produkcyjnymi.

20 kwi 2015

Posted by MajorMistakes Posted on 19:25 | 17 comments

Drama-llama

Pssst! Chodź tutaj szybko! Mam Ci coś ważnego do powiedzenia!


Jestem mało socjalna i raczej nieśmiała...


...bywam niezręczna...



 ...no i zdjęcia zazwyczaj mam ruszone, o takie jak tutaj:


...często robię też dramę bez powodu.
 
Ale bardzo się cieszę, że mimo to przychodzisz tutaj, zostawiasz komentarz, i poświęcasz mi swój czas. Jestem za to bardzo, ale to bardzo wdzięczna :)

Czyli MM przeprasza za poprzedni post. Nagły (i krótkotrwały mam nadzieję) spadek formy spowodowała konferencja naukowa (naukawa/scientific-ish), której potwornie się bałam bo- patrz wyżej- wystąpienia publiczne nie są moją mocną stroną.
Było, minęło, zajęłyśmy nawet wysokie miejsce. Mam nadzieję, że w najbliższych miesiącach, które będą bardzo ciężkie i nic na to się nie poradzi uda mi się zminimalizować dramatyczne wpisy do minimum. I nie będę zamykać/otwierać bloga zbyt często.
Uczciwie uprzedzam, że blogi czytam, zdjęcia podziwiam, ale wszelką aktywność umysłową pochłania mi to trio: interna/ginekologia/chirurgia, z przerwami na medycynę sądową i okultysty...okulistykę. Czyli mogę być w najbliższym czasie drażliwa, kłótliwa i/lub milcząca.
Za wszelkie krzywdy przyszłe przepraszam i obiecuję zadośćuczynienie w pierogach/czekoladzie/innej tego typu walucie.
No.