6 sie 2014

Posted by MajorMistakes Posted on 02:08 | 12 comments

Malutka Czarownica

"Była sobie Malutka Czarownica, która miała tylko sto dwadzieścia siedem lat, a to, jak na czarownicę, jest naprawdę bardzo mało."



Sakurę kupiłam pod wpływem impulsu, niewiele się nad nią zastanawiałam- nierozsądne patrząc na jej cenę i moje możliwości finansowe. Trochę bałam się, że pocieszy oczy, a potem będzie tkwiła w swoim profesjonalnym pudle, za duża na ekspozycję, za droga na zabawę.
Wyciągnęłam ją w przyjemne popołudnie na mały spacer po cmentarzu (miałam w planach orientalną sesję w części japońskiej), ale Sakura ginęła na mostku, skala jednak nie ta. Zniechęcona ustawiłam ją w bluszczu...i zaiskrzyło. Jej sowie oczka, mroczna (nie śmiać się!) natura świetnie współgrały z cienistymi klimatami- stąd ten bluszcz, cis, chęchy i krzaki. Niestety 90% zdjęć jest zawsze poruszone (a te nieporuszone to najczęściej kolejne ujęcia), i z całego spaceru zazwyczaj wychodzę z maksymalnie dwoma sensownie wyglądającymi. Pod koniec wakacji być może pożyczę statyw i jeżeli będzie poprawa, to zrobimy inwestycję :)







A to zdjęcie jest złe pod każdym względem- za ciemne, ruszone, rozmazane- ale ta mała lalka wyglądałą niesamowicie siedząc na gałęzi. Miałam ochotę na mały eksperyment społeczny (bo słońce zachodziło, a naprawdę Sakura była wyjątkowo upiorna), noale wiecie, stchórzyłam :)


In-joy

30 lip 2014

Posted by MajorMistakes Posted on 23:37 | 20 comments

Kości TURPIZM

Wiecie jaką zasadniczą wadę mają różne wyzwania? Otóż trwają długo, ale to długo po tym, kiedy znikają nam resztki zapału. A potem przeganiamy przypomnienia w telefonie czy starannie omijamy wzrokiem posty innych, bardziej wytrwałych osób biorących w zabawie udział.
  Mój rekord to trzyletni challenge na dA-nieskończony, skasowałam stare konto. Tym razem dziwnie się zawzięłam i nawet nie dopasowuję zrobionych zdjęć do tematów, widać jednak dojrzewam. 

Skończyłam moją przygodę z Twin Peaks i szukałam jakiegoś serialu, który wciągnąłby mnie tak samo. Nie jest ze mnie serialowe zwierzę, TP to chyba drugi tasiemiec, który obejrzałam w całości. Pierwszy to "Allo, allo", więc wiecie... No, była jeszcze cudowna seria poirotowska (David Suchet- fangirl mode on weeeeeee, fangirl mode off), ale ominęłam Housy, Lost, Wilkołaki i Trony jakoś bezkolizyjnie. O czym ja to? A, serial. 
  Krótko mówiąc- wdepnęłam przypadkiem na stronę serialu "Bones". Jak zrozumiałam rzecz jest o antropologu kryminalnym. Antropolog, medycyna sądowa, prosektorium, kości- ile możliwości!*





Czy oświetlenie chociaż odrobinę oddaje klimaty prosektorium? Strasznie żałuję, że udało mi się pokazać szkieletu w całej okazałości (a tak pracowicie go wycinałam, dopiero przy drugiej kończynie górnej mi się znudziło!), ale niestety musiałabym pokazać znakomicie uchwycony na zdjęciu bardak.


Uwielbiam tę lalkę. Nie tylko zakochałam się w niej w wieku zdecydowanie zbyt dojrzałym na lalki, nie tylko widziałam tylko jedno małe zdjęcie w katalogu- ona ma jeszcze elektryzujące się włosy, zupełnie jak ja! Dziesięć minut po układaniu wyglądają dokładnie tak samo, ja przestałam się tym przejmować- no a przecież nie będzie mi lalka chodziła z fryzurą lepszą ode mnie!




A to zdjęcie, którym się sugerowałam...


Nie mam niestety lalki, która miałaby tak wyraźnie zaznaczone kąty żuchwy jak aktorka. Nie mam też granatowego fartucha i takich eleganckich pojemników na szczątki ludzkie :) Ale w wyobraźni wszystko się zmieści, prawda?

* Jest jeszcze "Sześć metrów pod ziemią" i nawet pasowałby do dzisiejszego grzebania się w skrzynkach z ziołami, ale to zbyt eeee, specyficzne dla mnie). 


In-joy

28 lip 2014

Posted by MajorMistakes Posted on 17:23 | 16 comments

Wiedza

Wygrzebując tę lalkę z kosza byłam pewna, że po odświeżeniu (choćby i delikatnym) lalka pójdzie do ludzi i przyniesie mi wielkie pieniądze*. Przyniesiona do domu spędziła upojne dni w dyskontowym płynie do płukania, po lekkim odszczurzeniu długo straszyła golizną i fryzurą a la Bowie:




ale po krótkiej kuracji rolką od papieru toaletowego (perfekcyjny rozmiar dla tych lalek), odzyskała bardziej ludzki wygląd. Żeby nie gorszyła mi gości (a spodziewałam się licznych odwiedzin z powodu dezynseksji w akademiku, nie, nie mamy karaluchów- dzięki fachowej opiece panów z odpowiedniej firmy) trochę ją przyodziałam. Obejrzałam. Odłożyłam na jakiś czas. Przestawiłam na biurko. Zadecydowałam.
 Ta lalka zostaje, bo jest tak piękna, że nie sposób opisać.




Czy ktoś pomógłby mi ją zidentyfikować? Na odcinku krzyżowym kręgosłupa ma napis HONG KONG, pod włosami natomiast Sindy03305sx. Talię ma ruchomą, łbem może ruszać we wszystkie strony. Mam swój typ, ale nie jestem pewna.
  Tytuł to dalsza część zabawy Imago; wiedza potrzebna do identyfikacji lalki- ale też stwierdzenia co tak naprawdę nam się podoba.


Dla newbiech taka stronka: Identify-Sindy-Dolls







* Żarcik. Może są ludzie, którzy na tym hobby zarabiają, ja do nich nie należę. Kiedy mówię mojej koleżance, że udało mi się wypchnąć dwie lalki w świat jej pierwsze pytanie brzmi "za ile?". Otóż nie za ile, ale kto był na tyle szalony żeby je kupić. Kupując lalki za bezcen szybko pozbyłam się myśli o potędze :) Niestety część sprzedawców na Allegro czy Olxie dalej tkwi w przyjemnej (i bolesnej dla mnie) ułudzie...

In-joy

25 cze 2014

Posted by MajorMistakes Posted on 13:21 | 20 comments

Sakura Meikyuu


Na początek muzyczka... z anime, żeby nie było, że nie uprzedzałam!



Lalki Toffee nie są bardzo popularne w Polsce, ale w internecie można spotkać sporo
naprawdę dobrych  recenzji,
tak że ja ograniczę się do spamu zdjęciowego i krótkiej relacji z odpakowania.



Lalki są limitowane, wyprodukowano 1000 egzemplarzy mojej Sakury. Do każdej dołączony jest certyfikat i jej numer produkcyjny. Moją kupowałam tutaj , polecam sklep- szybka wysyłka, możliwość śledzenia, bezpieczne opakowanie. Jedyny minus- naprawdę droga opłata pocztowa, noale była ekstrawaganckim prezentem, więc można było zaszaleć.


Pudełko jest z zewnątrz chronione przez dodatkową eeee... cover? z motywem gałęzi japońskiej wiśni i logiem linii Toffee.




Właściwe pudełko bardzo ładnie prezentuje lalkę-  gdyby nie siatka, to nie trzeba by jej wyjmować z opakowania. Z tyłu kartonu naprawdę piękny rysunek drzewa, schematyczny i prosty, ale przyjemny dla oka.




Lalka podtrzymywana jest trzema wstążkami- czemu takie rozwiązanie nie jest stosowane przez inne firmy? Wyciąganie jej z pudełka to czysta przyjemność! Twarz i włosy ma chronione siatką oraz zdjętą do zdjęcia plastikową opaską. Sakura przychodzi wraz ze stojakiem, certyfikat jest przyklejony do kartonu.




Po wyjęciu Sakury czekała mnie mała niespodzianka- wszystkie Toffee przychodzą z miniaturowym fermem (nie mam pojęcia jak inaczej to nazwać, kalectwo językowe!). Z początku bałam się, że trzeba będzie wycinać plastik- i ryzykować uszkodzenie uroczego rysunku, ale okazało się, że pierwsze tło to tylko gratis, pod spodem kryje się to właściwe, przeznaczone do eksponowania naszej lalki. Każdy model ma inny  obrazek pasujący do jego image, styl rysowania jest uproszczony i komiksowy, ale można wykorzystać tło do innych sesji.



Ehe, potraktujcie to jako zdjęcie poglądowe...




Buty absolutnie nie w stylu japońskim, za to ładnie wykończone. Od razu zaznaczę, że nie udało mi się tak ustawić lalki, żeby stała samodzielnie. Stojak jest solidny i nie rzuca się w oczy.




Materiał może się różnić od tego na zdjęciach promocyjnych, ale jest starannie wybierany, a cały kostium przyjemnie uszyty i pomysłowy. Ubranie można zdjąć i wymieniać między modelami.
Pod spodem ma gustowne "śpiochy" z zupełnie nie orientalnymi wzorami :)
Cała sylwetka lalki nawiązuje do tradycyjnych pluszaków:


Image courtesy of Tom Clare / FreeDigitalPhotos.net


In-joy

30 maj 2014

Posted by MajorMistakes Posted on 00:58 | 11 comments

Drzewa

Co tam u was, moje robaczki? Musicie przyznać, że nie torturuję was za bardzo strumieniem świadomości :)
Ale oto nadszedł (a potem minął) maj, może Saska Kępa pachnie bzami, za to okoliczne krzaki zapachniały piwem i popiwem- uroki mieszkania w miasteczku studenckim.
Wszędobylskie grile, szkło, resztki kiełbasy wczorajszej, oraz produkty przemiany materii (serio, rozprawkę "student najniższą formą życia- uzasadnij" mogłabym machnąć od ręki) zniechęcają do spacerów z lalkami, ale żeby odhaczyć kolejny punkt z listy Imago sięgnęłam do zdjęć robionych w czasach, gdy świat był świeży, zielony, i dużo mniej... wonny. Czyli mniej więcej z kwietnia.




 - Wiesz, przyszło mi coś na myśl...



 - Hmm?
- Po czym poznaje się prawdziwego mężczyznę... A skoro drzewo posadzone w październiku zimę przetrwało, a kredyt na budowę domu mało realny...


- Drzewem bym tego nie nazwała, ale chyba wiem do czego zmierzasz.



Tym prorodzinnym  i optymistycznym akcentem zakończę :)

In-joy