Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hujoo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hujoo. Pokaż wszystkie posty

15 paź 2015

Posted by MajorMistakes Posted on 21:02 | 10 comments

Jesienna ćma


Coś mi nie idzie łączenie pracy i hobby. Kiedy słońce było młodsze i czasem odwiedzało Szczecin poszłam z Ćmą na mój ukochany cmentarz Ku Słońcu. Wrażliwych uspokajam- zdjęcia robiłam na szlaku historycznym, części "prawdziwej" nie fotografuję tylko mijam w bardzo nobliwym
(w końcu jesień) nastroju.

Job and hobby doesn't work to me, but hopefully I will figure out how to compromise those two things. I saw a sun last week...or was I only dreaming? and thus I took my Hujoo, Moth for a little walk.

W tym samy mniej więcej miejscu latem robiłam zdjęcia Katniss, teraz aura podyktowała charakter i styl sesji*.
I jeśli krzywicie się na widok ogólnej mizerii, nędznego oświetlenia, rozpadającej się sukienki, to przestańcie natychmiast. Uwierzcie, po kwadransie walki z drącymi się w rękach liśćmi i fatalnie pozującą Hujoo (czy to tylko moja lalka/mój antytalent do pozowania ich, czy Hujoo naprawdę ciężko ustawić?), bliska byłam do zostawienia jej tak, jak upadła, w myśl zasady "jak sobie pościelesz".
Zwyciężyła sympatia do tego robaka :)

Making her dress from fallen leafs was nightmare, cause I took only piece of string and wire. Should have taken heavy duty glue. I made a nice pair of wings for this doll, but they keep on flaking off, so my final though was "to hell with them!". Keep it simple, when you cannot otherwise, my new motto.




Tutaj widać fragmenty trakty historycznego:











Na końcu zostałam wynagrodzona spłoszonymi spojrzeniami przechodzących uczniów, którzy chyba sądzili, że kucam przy ścieżce w trochę innym celu. Wiwat budowanie dojrzałego wizerunku  ;)
Jako gratis wrzucam zdjęcia czegoś, co chyba jest echem Polskiej Złotej Jesieni.




*para-sesji more likely


In-joy

9 gru 2014

Posted by MajorMistakes Posted on 13:56 | 12 comments

Débutante

Sukces po raz kolejny! Aż się boję, że wykorzystałam przydział szczęścia na ten rok, a przede mną jeszcze sporo do zrobienia ;)

Udało mi się zrobić dwie zaległe sprawy- odświeżyć mojego bloga, oraz przyodziać, uwłosić
i ogólnie ogarnąć moją Hujooczkę, o której od teraz będę pisać po imieniu, bo nazwa wielce szpetna.
  Na bloga czaiłam się już dłuższy czas, ale przeszkadzały mi lenistwo, pozorny brak czasu
i nieogarnianie HTMLa. Stąd poprzestałam na skromniejszej wersji i wykorzystałam gotowy szablon. Jest jeszcze parę rzeczy, które chciałabym zmienić, ale na razie jest, jak jest.
Pojawiła się opcja >Obserwuj< (hint hint hint), chyba czytelniejsze etykiety, mam w planach uaktualnienie listy obserwowanych blogów w zakładce >Linki<. Niestety w związku z inną szerokością postów stare wpisy mogą być dziwnie łamane, ponieważ robię to ręcznie,
ale popracuję nad tym.

Teraz ciekawsza część, czyli pierwszy występ Ćmy na blogu.
Ćma przybyła do mnie 31 stycznia, więc niedługo stuknie jej pierwszy rok.
Została pomalowana przez Starego Zgreda i nie wierzcie za nic tej kobiecie- jest bardzo zdolna, dokładna i przyszłość przed nią widzę świetlaną :)
Efekty oceńcie sami:






Bardzo podoba mi się jej naturalny i delikatny makijaż, w końcu Ćma to jeszcze dziecko, i młodość ją zdobi. Oraz Stary Zgred.
Wróciła ze SPA szybko, ale przez długie miesiące zbierałam się z zakupem peruczki- docelowo miała nosić dłuugie mysio blond warkocze. No ale poskąpiłam funduszy, nie znalazłam odpowiedniej i zdesperowana kupiłam tego sympatycznego furwiga. Który przybył z gratisowym białym*, może ktoś potrzebuje?
W planach były też rzęsy, ale po kilku nieudanych próbach zrezygnowałam. Nie umiem, rolują mi się, przyklejają gdzieś w połowie powiek, trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść.
Dopiero wczoraj udało mi się wyprodukować pierwszy przypominający ubranie ciuszek dla lalki, poprzednie projekty pracowni krawieckiej MajorMistakes (nomen omen) szły prosto do śmietnika. Rzutem skośnym. Ćma niestety nie załapała się na to ubranie, więc pozuje w bardzo ładnej sukience uszytej przez Eliankę, co nieco psuje jej docelowy look dziecka zaniedbanego... Ale gdyby miała czekać na moje dalsze sukcesy krawieckie, musiałaby przesunąć swój debiut o rok.
Ale nawet w różowym furwigu i bez rzęs (i butów) jest przesłodka, prawda?










Zgredku, bardzo dziękuję za Ćmę i szczerze przepraszam, że nie udało mi się zrobić sensowniejszych zdjęć. Mam nadzieję, że wybaczysz :)











                             
*Zgłosiłabym, ale nie sądzę, żeby zapłacili za przesłanie wiga do Chin, skoro sam kosztował grosze, a nie mam zamiaru płacić za no, cudza pomyłkę. No i nie wiedziałam czy jakiś biedny roztrzepaniec nie dostanie po łapach za działanie na szkodę sklepu... Macie jakieś doświadczenie z takimi sytuacjami?

In-joy