19 paź 2015

Posted by MajorMistakes Posted on 20:09 | 14 comments

Wyrodna matka

Swego czasu na dollsforum wypłynęła sprawa Pullipów ubieranych w skarpetki
(całość TUTAJ, sporo ciekawych spostrzeżeń). Jako że kroczę nie do taktu postanowiłam pójść krok dalej i przyodziać trochę Mono.
Mono ma już czapeczkę (stara, ale czysta skarpeta, bóg lalek przewraca się w grobie 
i miota klątwy na moich potomków do piątego pokolenia wzwyż), hipsterski szalik (taż sama skarpetka, klątwa sięga połowy XXII wieku), oraz coś, co pierwotnie miało być spodniami haremkami, ale po drodze zmieniła mi się koncepcja.
Czego Mono nie ma to włosów- nie dajcie się zwieść, to tylko jedno pasmo od koszmarnej, plastikowej peruki, którą trzeba było w końcu zutylizować.
Nie ma też butów oraz spodni.
I tak trafił lepiej od Chloe, dla której niestety nie ma ratunku (obie peruczki okazały się za duże i na razie nie przewiduję dalszych ślepych prób).
Tak, jestem wyrodną matką moich milczących i zaniedbywanych dzieci. 
Wezwijcie lalkowy patrol :)

This rant is about my disability when it comes to difficult art of dressing dolls. Mono still has no wig (this is just a fake wig), a poor excuse of tee and old sock that acts as scarf and beanie.
Sadly, you cannot make a shoes out of socks so he is not only pantless but also pies descalzos.
Soon. Soon, I swear.



In-joy

15 paź 2015

Posted by MajorMistakes Posted on 21:02 | 10 comments

Jesienna ćma


Coś mi nie idzie łączenie pracy i hobby. Kiedy słońce było młodsze i czasem odwiedzało Szczecin poszłam z Ćmą na mój ukochany cmentarz Ku Słońcu. Wrażliwych uspokajam- zdjęcia robiłam na szlaku historycznym, części "prawdziwej" nie fotografuję tylko mijam w bardzo nobliwym
(w końcu jesień) nastroju.

Job and hobby doesn't work to me, but hopefully I will figure out how to compromise those two things. I saw a sun last week...or was I only dreaming? and thus I took my Hujoo, Moth for a little walk.

W tym samy mniej więcej miejscu latem robiłam zdjęcia Katniss, teraz aura podyktowała charakter i styl sesji*.
I jeśli krzywicie się na widok ogólnej mizerii, nędznego oświetlenia, rozpadającej się sukienki, to przestańcie natychmiast. Uwierzcie, po kwadransie walki z drącymi się w rękach liśćmi i fatalnie pozującą Hujoo (czy to tylko moja lalka/mój antytalent do pozowania ich, czy Hujoo naprawdę ciężko ustawić?), bliska byłam do zostawienia jej tak, jak upadła, w myśl zasady "jak sobie pościelesz".
Zwyciężyła sympatia do tego robaka :)

Making her dress from fallen leafs was nightmare, cause I took only piece of string and wire. Should have taken heavy duty glue. I made a nice pair of wings for this doll, but they keep on flaking off, so my final though was "to hell with them!". Keep it simple, when you cannot otherwise, my new motto.




Tutaj widać fragmenty trakty historycznego:











Na końcu zostałam wynagrodzona spłoszonymi spojrzeniami przechodzących uczniów, którzy chyba sądzili, że kucam przy ścieżce w trochę innym celu. Wiwat budowanie dojrzałego wizerunku  ;)
Jako gratis wrzucam zdjęcia czegoś, co chyba jest echem Polskiej Złotej Jesieni.




*para-sesji more likely


In-joy